W jubileuszowym 35. Biegu im. bł. Edmunda Bojanowskiego wzięło udział ponad 300 biegaczy. Organizatorzy nie ukrywali radości z pobicia rekordu frekwencji. Do Piasków, z roku na rok, przybywa coraz więcej osób. Dla przykładu, 6 lat temu, na linii startu stanęło jedynie 76 zawodników. Przyznam, że w drodze do Piasków sama spodziewałam się niedużej, skromnej imprezy. Tak jednak nie było. Bogate pakiety startowe, losowanie nagród wśród wszystkich uczestników, dobrze zorganizowane biuro zawodów oraz okolice startu i mety szybko zmieniły moje zdanie. Od początku do końca widać było, że organizatorzy wykazali maksimum starań. Na niekomercyjnych imprezach biegowych dostrzega się to najbardziej.

Organizatorem biegu jest Uczniowski Ludowy Klub Sportowy „GRABONÓG”. Patron biegu nie jest zatem przypadkowy. Edmund Bojanowski urodził się w Grabonogu, a w poźniejszych latach założył w tej miejscowości Dom Miłosierdzia dla sierot, apteki dla ubogich i wypożyczalnię książek.

Do pokonania był dystans 10 km. Startowaliśmy o godzinie 11. Na trasie znajdowały się podbiegi, ale to nie one były tego dnia największą przeszkodą. Podczas biegu towarzyszyło nam ponad 26 stopni ciepła. Było naprawdę gorąco!
Przyznam, że nie rozumiem dlaczego biegi w najcieplejszych miesiącach roku odbywają się w najgorętszych porach dnia. Naprawdę tak bardzo lubimy słońce? A może wolimy się wyspać? Bo kto zapisałby się na bieg rozpoczynający się, w weekendowy dzień, o godz. 6 rano, poza mną?! No właśnie, frekwencja byłaby zapewne malutka.
Za miesiąc planuję start w II Biegu Śladami Mielżyńskich w Pawłowicach i już zaczynam trochę się obawiać. To podobny bieg do tego w Piaskiach - na dystansie 10 km, tylko że w cieplejszym miesiącu, również rozpoczynający się niedługo przed południem. Tak, tak… wiem. Nikt nie zmusza mnie przecież do udziału w nim. Ale.. już nie marudzę, już wystarczy! Zadowalam się biegami które są i chętnie, mimo wszystko, biorę w nich udział. A co! Przynajmniej solarium nie muszę odwiedzać.

Wracając do Piasków. Z trasy pamiętam niewiele. Podbiegi, słońce, słońce, słońce, punkt z wodą, słońce i na koniec jeszcze trochę słońca. Miłym akcentem na trasie było kilka kilometrów, może z dwa lub trzy, kiedy biegłam obok dwójki biegaczy, którzy również tego dnia ubrali koszulki z tegorocznego Poznańskiego Półmaratonu. Bardzo sympatyczne uczucie.

Niestety nie tylko słońce dało mi się we znaki. W końcówce ósmego kilometra kilometra złapała mnie, jakże znana wśród biegaczy, kolka. Zmierzałam w kierunku mety w bólu i z zaciśniętymi zębami, ale takie sytuacje zdarzają się przecież każdemu biegaczowi.

Pomimo słońca i problemów zdrowotnych był to udany bieg. Ukończyłam go z czasem 49 min. i 43 sek., co pozwoliło mi zająć 16. miejsce na 70 startujących kobiet. Uzyskany w tym dniu czas jest bliski mojego rekordu na dystansie 10 km. Mam więc świadomość, że gdyby warunki pogodowe były bardziej sprzyjające udałoby się ustanowić nowy osobisty rekord. Tato, który również tego dnia narzekał na pogodę, ukończył bieg ze świetnym czasem, o 4 i pół minuty lepszym od mojego.  

Dlaczego bieganie jest fajne? Bo daje okazję, by dowiedzieć się kim był Edmund Bojanowski.

 



Galeria zdjęć: