Bieg Wings for Life World Run wyróżniają trzy rzeczy. Po pierwsze, jest to globalny bieg który odbywa się w wielu krajach na świecie równocześnie. Po drugie, zadaniem każdego biegacza nie jest dobiegnięcie do mety, tylko jak najdłuższa ucieczka przed nią. A po trzecie to bieg charytatywny, którego głównym celem jest zbiórka funduszy na odnalezienie metody leczenia urazów rdzenia kręgowego. Wszystko to sprawia, że bieg ten jest jedyny w swoim rodzaju. Bardzo emocjonujący, ciepły, momentami wzruszający.

Od pięciu lat bieg organizowany jest w Polsce - w Poznaniu. Z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W tym roku w stolicy Wielkopolski pojawiło się około ośmiu tysięcy biegaczy. Bieg jest dla każdego - zawodowego sportowca, półmaratończyka, czy osoby która dopiero niedawno zaczęła swoją biegową przygodę. Dlaczego udział w nim może wziąć każdy? Bo nie ma ustalonej mety. Biegacz kończy swój bieg w momencie, kiedy minie go samochód pościgowy. Samochód wyrusza 30 minut po tym jak wystartują biegacze i początkowo porusza się ze stałą prędkością 15 km na godzinę. Po jakimś czasie stopniowo przyśpiesza i kolejno dogania biegaczy.

Nie trzeba obawiać się o bezpieczeństwo. Biegacze są odpowiednio wcześniej informowani, przez organizatorów, o zbliżającym się samochodzie. Najważniejszym sygnałem, który mówi o tym, że samochód już nas dogania, są oczywiście radosne okrzyki osób tuż za nami, które właśnie zostały „złapane”. Warto dodać, że już kolejny raz z rzędu, w Polsce samochodem kierował Adam Małysz!

W Poznaniu organizatorzy przygotowali trasę o długości prawie 100 km. Pierwsze 10 km trasy wiodło ulicami Poznania, a pozostały dystans przebiegał przez pobliskie malownicze miejscowości w kierunku Gniezna. W Polsce godzina biegu przypadła na godzinę 13. W niektórych krajach bieg rozpoczął się w godzinach nocnych. Wszystko za sprawą różnych stref czasowych, bo jak już wcześniej wspomniałam, bieg odbywa się o tej samej godzinie, tego samego dnia w różnych krajach na świecie. Niestety w Polsce godzina biegu i pogoda dały się we znaki większości biegaczy. Było bardzo ciepło i duszno. Zawodnicy wrócili do domu nie tylko z pamiątkowymi medalami, ale i z opalenizną. Na szczęście na trasie, co 5 km, na każdego czekały punkty odżywcze i napoje. Najbardziej orzeźwiającymi punktami były kurtyny wodne, które dodawały dodatkowego „kopa”.

Z pewnością niejednemu uczestnikowi przyniósł ulgę, poza radością i spełnieniem, moment kiedy został „złapany” przez samochód. Nieważne czy było to na 6 kilometrze, czy 30. Wiadomo, że każdy próbował przecież dać z siebie tego dnia jak najwięcej. Mi udało się przebiec 17,38 km. Przed biegiem moim założeniem był dystans ponad 20 kilometrów. Jednak upał, który tego dnia był moim największym rywalem, pokrzyżował moje plany. Mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam w tej imprezie wziąć udział. To zdecydowanie jeden z tych biegów, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Jeśli myślisz o wzięciu udziału w kolejnej edycji - nie wahaj się ani przez moment! To trzeba po prostu przeżyć.

Mój tato cały czas biegł równo ze mną. Zdecydowanie lepiej zniósł pogodę i miał jeszcze zapas sił na dalsze kilometry. Mógł jeszcze biec dalej.

Zastanawialiśmy się razem jak wrócimy na miejsce startu. To pytanie zapewne zadawał sobie niejeden debiutant. Wyczytałam wcześniej, że będą nas odwoziły autobusy. I faktycznie tak było. Co jakiś czas na trasie czekały na biegaczy miejskie środki transportu. Oczywiście bezpłatne. My czekaliśmy na transport powrotny 15 minut. Przepakowane autobusy odwoziły nas kolejno do biegowego miasteczka. Czekały tam na nas medale i gratulacje kibiców. Wszyscy tego dnia wróciliśmy jako zwycięzcy. Zmęczeni, spełnieni, zadowoleni i oczywiście opaleni!

Poza medalem, każdy uczestnik otrzymał pamiątkową koszulkę, którą zapewnie dumnie będzie zakładał na przyszłe treningi.


A więc dlaczego bieganie jest fajne? Bo biegniesz, pomagasz i jeszcze się przy tym opalasz!



Galeria zdjęć: