Chęć wzięcia udziału w poznańskim półmaratonie pojawiła się u mnie już rok temu. Pamiętam, że medialny szum wokół tej imprezy, ogromna liczba uczestników oraz filmy zapowiadające dziesiątą edycję tego półmaratonu wywarły na mnie spore wrażenie. Byłam niesamowicie nakręcona i niewiele brakowało abym zapisała się na jubileuszowy 10. PKO Poznań Półmaraton. Co mnie powstrzymało? Przede wszystkim żółta kartka od najlepszego kibica i odrobina własnego, zdrowego rozsądku. Kondycyjnie nie byłam wtedy przygotowana na pokonanie takiego dystansu. Być może większą część trasy przebiegłabym, ale sporo kilometrów musiałabym iść pieszo. Nie wiedziałam też jak odbije się to na moim zdrowiu, ewentualnych kontuzjach. Odpuściłam. Kto wie…może wtedy zniechęciłabym do biegania dłuższych dystansów, albo nawet do samego biegania?
Wycofanie się z pomysłu o starcie w 2017 roku miało jednak sporą zaletę. Pozwoliło mi wyznaczyć cel i zmotywowało mnie jeszcze bardziej do dalszych treningów. Postanowiłam wtedy, że wystartuję w kolejnej edycji. Za rok. Bardziej świadoma, lepiej przygotowana. I tak też się stało. Zostawiałam swoje ślady na 11. PKO Poznań Półmaratonie, w kwietniu 2018 roku, dwa dni po moich urodzinach. To był prezent dla mnie od samej siebie i nikt nie może mi zarzucić, że na niego nie zasłużyłam, ha!

Już wystarczy o mnie. Przynajmniej na chwilę. Poznański Półmaraton to przede wszystkim świetni kibice. Czuć, że to miasto „żyje" sportem. Na trasie poza głośnym, żwawym dopingiem można było przeczytać wiele zabawnych tekstów z transparentów kibicujących osób. Te które mi utkwiły w pamięci to: „Ból to ściema”, „Ciśnij albo skiśnij”, „A mogliście zostać w domu i grać w szachy”, czy „Idzie Wam lepiej niż polskiemu rządowi”. Kibice naprawdę dodają sił. Na 19tym kilometrze usłyszałam od nieznanej dziewczyny: „Dajesz, Natalia! Dajesz!”. Wspaniałe, dodające mocy uczucie. Warto wziąć udział w tym biegu choćby dla samych kibiców.

Poznański Półmaraton to impreza biegowa na bardzo wysokim poziomie. Świadczy o tym również fakt, że udział w tym półmaratonie biorą jedni z najszybszych polskich biegaczy takich jak np. Dominika Stelmach, czy Marcin Chabowski. Poza tym na każdego z uczestników czekał bogaty pakiet startowy z okolicznością koszulką i torbą sportową. Na całej trasie biegu i na mecie można było skorzystać z punktów odżywczych, których było naprawdę sporo. Nie zabrakło ciekawych, zabawnych stoisk do zrobienia pamiątkowego zdjęcia. Był nawet dzwon do wybicia nowo ustanowionego rekordu życiowego. Po prostu wypas! No i oczywiście ogromny, pomarańczowy, długi dywan rozłożony na finiszu, który sprawiał, że każdy po wbiegnięciu na metę czuł się ważny! A jak już poczuł się ważny, to zaraz potem na jego szyi zawisł medal. Ciężki, solidny, piękny!

Bieg ukończyło prawie 11 tysięcy osób. Była więc to moja największa urodzinowa impreza. Na przebiegnięcie tego półmaratonu potrzebowałam 1 godz. 51 min. i 56 sek. co wśród kobiet pozwoliło mi zająć 337. miejsce na 3 086 startujących pań. Nie spodziewałam się takiego wyniku. Pozytywnie mnie zaskoczył. Spodziewałam się gorszego czasu z racji ostatnio przebytej grypy. Na ogromne słowa uznania zasługuje jednak mój tato, który ukończył bieg z czasem 1 godz. 40 min. i 47 sek. Szacun, tato! Jesteś absolutnym mistrzem! Do dzisiaj nie ogarniam jak dałeś radę być tak szybki!

 

A więc dlaczego bieganie jest fajne? Bo uczy dążenia do celu. Przez cały rok!



Galeria zdjęć: