Półmaraton w Lesznie odbywa się od trzech lat. Trzecia edycja długo stała pod znakiem zapytania prawdopodobnie dlatego, że bieg utracił swojego głównego sponsora. Tegoroczna edycja biegu odbyła się dzięki miastu Leszno oraz trzem stowarzyszeniom sportowym, którzy połączyli swoje siły i podjęli się organizacji półmaratonu. Na leszczyńskich ulicach, tego dnia, biegło 350 uczestników. Wśród nich wielu moich znajomych, których spotkanie na trasie było bardzo miłym akcentem. Brawa dla Was!

Trasa półmaratonu składała się z dwóch pętli po 10,5 km. Warunki pogodowe nie ułatwiały biegu. Było zimno, wietrznie, na trasie miejscami występowało oblodzenie. Niełatwe warunki sprawiły, że ukończenie tego półmaratonu przyniosło dla wielu finiszerów podwójną, o ile nie potrójną, satysfakcję.

Dla mnie III Półmaraton Leszno był istotny z dwóch powodów. Po pierwsze, był to mój pierwszy oficjalny półmaraton w którym wzięłam udział. Po drugie bieg ten odbywa się w mieście, w którym mieszkam. Długo upierałam się przy pomyśle, że oficjalnym półmaratończykiem stanę się dopiero w kwietniu podczas poznańskiego półmaratonu, który odbędzie się dwa dni po moich urodzinach. W końcu jednak uznałam, że nie potrafię przejść obojętnie obok imprezy biegowej, która ma miejsce się w „moim” mieście. Tym bardziej, że kondycyjnie byłam już przygotowana na pokonanie dystansu ponad dwudziesto-kilometrowego.

Start i meta zlokalizowane były na leszczyńskim rynku. Mieszkam na starówce, a więc aby dojść na rynek potrzebuję zaledwie dwóch minut. O ironio, po raz pierwszy zatem, nie musiałam jechać na bieg samochodem. Wraz z tatą, po krótkiej rozgrzewce, truchtem wbiegliśmy na miejsce startu. Po kilku minutach okazało się, że bieg będzie miał opóźnienie wynikające z przygotowania trasy. Opóźnienie trwało pół godziny. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę niską temperaturę mogło być to uciążliwe dla niejednego z uczestników. Należało pozostawać w ciągłym ruchu, aby nie wyziębić organizmu. Na twarzach wielu biegaczy widać było zrezygnowanie. Sama byłam nieco zdenerwowana. Jednak kiedy usłyszeliśmy, od organizatora, że otrzymano pozwolenie policji na bieg - entuzjam natychmiast u każdego powrócił.

Moją taktyką na ten bieg było równe tempo (około 5:30 min/km) z przyśpieszeniem na ostatnich kilometrach. Miałam świadomość tego, że rozłożenie sił na takim dystansie jest bardzo ważne. Do 16-17 km biegło mi się bardzo dobrze. Zmęczenie pojawiło się niedługo potem i towarzyszyło już do końca, co spowodowało rezygnację z przyśpieszenia i podtrzymanie stałego tempa. Moim założeniem, które zapewne ma większość debiutantów na półmaratońskim dystansie, było ukończenie biegu poniżej dwóch godzin. Udało się to! Ukończyłam III Półmaraton Leszno w czasie 1 godziny i 55 minut, co wśród kobiet pozwoliło mi zająć 22. miejsce na 65 startujących pań, a w swojej kategorii wiekowej uplasowałam się na szóstej pozycji. Jak na debiutantkę, uważam to za bardzo dobry wynik. Czuję się dumnym półmaratończykiem! I zdecydowanie za mało kobiet jeszcze biega skoro nie istnieje źeński odpowiednik tego słowa.

W myśl idei, że „sport to zdrowie” niestety rano obudziłam się z bólem kolana. Mam nadzieję, że to sytuacja przejściowa. Rolery i maść już wykonują swoją pracę. Za tydzień przecież pierwszy krok do Korony Półmaratonów Polskich - Półmaraton Ślężański. Jeśli zdrowie nie pozwoli, pojadę tam oczywiście ale... w roli kibica, aby dopingować tatę!

Dlaczego bieganie jest fajne? Bo zaczynasz od 2 km, a potem chcesz przebiec 5, a następnie 10 km. A niedługo potem.. stajesz się półmaratończykiem!



Galeria zdjęć: