Recordowa Maniacka Dziesiątka w Poznaniu to jedna z większych imprez biegowych w Polsce. Bieg ten cieszy się sporym zainteresowaniem wśród biegaczy i został już 5-krotnie nagrodzony certyfikatem ZŁOTY BIEG. Miejsca na liście startowej, od momentu otwarcia zapisów, zapełniają się bardzo szybko. W tym roku organizatorzy przygotowali szybszą, bez podbiegów, z niewielką liczbą zakrętów trasę i dlatego też w nazwie biegu pojawiło się słowo „recordowa” - oznaczające okazję do ustanowienia nowego rekordu życiowego na dystansie 10 km. Wcześniej bieg nosił nazwę Maniacka Dziesiątka. Podczas tegorocznej 14. edycji tego biegu na linii startu stanęło ponad 5 tysięcy biegaczy.

Profil trasy nie jest wymagający dlatego bieg ten jest również świetną okazją dla debiutantów, którzy chcą dopiero rozpocząć swoją przygodę z imprezami biegowymi.  Organizatorzy zapewnili falowy start, który polega na tym, że zawodnicy startują z stref startowych w odstępach czasowych. Każdy zawodnik został przypisany do danej strefy na podstawie czasu zadeklarowanego podczas zapisywania się na bieg (podczas rejestracji na bieg należało podać swój czas na dystansie 10 km). Wszystko po to, aby na trasie wzajemne blokowanie się było ograniczone do minimum. Aby nikt nie irytował się, że tempo biegu jest za wolne, że trzeba wyprzedzać. Takie rozwiązanie powoduje, że udział w imprezie może wziąć każdy: zarówno profesjonalny biegacz, jak i amator czy debiutant.

Trasa biegu wiodła głównymi ulicami Poznania, a start i meta miały miejsce nad jeziorem Malta. Na trasie dopingowani nie tylko mieszkańcy, ale też kapele muzyczne. Rockowe, głośne brzmienie dodawało dodatkowego „kopa” aż w czterech punktach na trasie.

Dla wielu uczestników zaskoczeniem mogła być pogoda, która w tym roku również, jak na marzec, była rekordowo wysoka. Dla mnie nagły skok temperatury nie był przyjemny. W połowie biegu musiałam nieco zwolnić. Momentami biegło mi się ciężko i z pewnością trudno będzie mi pożegnać się z kończącą się zimą, która bardzo sprzyja moim treningom.

Na mecie, poza medalem, na każdego biegacza czekał pakiet ufundowany przez sponsorów. W pakiecie znaleźć można było m.in. wodę kokosową, która była jedynym napojem na mecie. Wielu biegaczy narzekało na brak zwykłej wody, tym bardziej, że na linię mety wrócili spragnieni przez pogodowe warunki. W kilku przypadkach przełożyło się to na ocenę biegu. Dla mnie tego typu narzekania są niezrozumiałe i uważam to za nieuzasadnione pretensje. Niestety w obecnych czasach zdecydowanie więcej mamy do powiedzenia w kwestii uwag, a nie pochwał. Ja chylę czoła dla każdego sponsora! Dla mnie miłym zaskoczeniem był fakt, że w pakiecie startowym znalazło się też piwo z Browaru Grodzisk! Było wyśmienite!

Wracając do samego medalu… jest masywny, solidnie wykonany z motywującym cytatem: „Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć”. Pierwsze 100 osób na mecie otrzymało medal w kolorze złotym, kolejne 400 osób w kolorze srebrnym a pozostali biegacze, którzy przekroczyli linię mety uhonorowani zostali medalem w kolorze brązowym. Bardzo podoba mi się pomysł z medalami w różnych kolorach. Uważam, że to fajny pomysł aby nagrodzić tych najszybszych.

Bieg zakończyłam z czasem 00:49:16, co pozwoliło mi zająć wśród kobiet 224 miejsce na 1466 startujących pań. W swojej kategorii wiekowej uplasowałam się na 64. miejscu na 298 kobiet. Tato na mecie zameldował się 3,5 minuty szybciej.

Dlaczego bieganie jest fajne? Bo jest okazją do spróbowania wody kokosowej!

 

 

 



Galeria zdjęć: